Pasztecik szczeciński

Z Encyklopedia Pomorza Zachodniego - pomeranica.pl
Skocz do: nawigacja, szukaj

Pasztecik szczeciński - to podawane na ciepło, prosto z maszyny, smażone ciasto drożdżowe z tradycyjnym nadzieniem mięsnym, kapustą i grzybami, albo pieczarką z serem. W barze przy al. Wojska Polskiego serwowany jest z gorącym czerwonym barszczem ze świeżych buraków.

Pasztecik - szczeciński znak firmowy

Kojarzony powszechnie ze Szczecinem pasztecik od 13 grudnia 2010 r. znajduje się na liście produktów tradycyjnych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Wpisany został w kategorii „gotowe dania i potrawy”. Z opisu produktu: „rodzaj smażonego ciasta drożdżowego wyglądem przypominającego małe roladki. Na przekroju okrągłe z widocznym w środku nadzieniem”.

Oryginalny pasztecik jest pulchny, sprężysty, chrupiący, złocistobrązowy. Produkowany z naturalnych składników i podawany prosto z maszyny do wypieku pasztecików. Oryginalny nie może być mrożony i powtórnie odgrzewany.

Nazwę „pasztecik” dla tego produktu wymyśliła Bogumiła Polańska, która w 1969 r. była technologiem żywienia szczecińskiej spółdzielni Społem. W 1969 r. wykorzystano do potrzeb gastronomii radziecką maszynę „dla prigotowlenia pirożków”.

Bogumiła Polańska do dziś serwuje paszteciki z tej samej radzieckiej maszyny w swoim barze przy al. Wojska Polskiego. Tak wspomina początki „Pasztecika”:

"W pamięć zapadła mi witryna baru. Była pięknie wymalowana – widniały na niej bulionówki z barszczem na przemian z pasztecikami. W środku, na sali ustawione były stoliki do konsumpcji na stojąco. Ściana dzieląca salę konsumpcyjną od zaplecza miała duże kolorowe szyby, które pięknie rozświetlały wnętrze. Było kolorowo, bajecznie. Choć nie było wtedy glazury i paneli, jak dziś, bar naprawdę wyglądał pięknie. Maszyna do pasztecików stała na sali konsumpcyjnej, była widoczna dla konsumenta, który dzięki temu mógł patrzeć jak powstają paszteciki. Później, ze względów bezpieczeństwa, została zasłonięta. W menu był pasztecik z nadzieniem mięsnym (receptura na bazie wołowiny), barszcz czerwony czysty, bulion, bulion z żółtkiem i pierożki w barszczu, które konsumenci uwielbiali. Szło ich bardzo dużo, ponad sto kilogramów dziennie. Maszyna chodziła non stop. Dopiero wieczorem trochę cichła. Bar był otwarty codziennie, nawet w drugi dzień świąt Bożego Narodzenia i w Święto Zmarłych. Nie było osoby, która przechodząc ulicą nie weszła, żeby skosztować. Maszyna specjalnie była ustawiona na widoku. Dziś nazwalibyśmy to chwytem marketingowym. Każdy musiał zjeść gorącego pasztecika, który robił się na jego oczach. Nie pamiętam ceny z pierwszych dni, ale w 1972 r. pasztecik z mięsem kosztował 2,50 albo 3 zł. W komunie brakowało wszystkiego: jak przywieźli mąkę to drożdży nie było, jak były drożdże, to znów oleju nie miałam. Wymyślałam więc przeróżne receptury z tego co było i w ten sposób pojawił się kiedyś pasztecik z twarogiem (na słono i na słodko), mięsno-warzywny, drobiowy, rybny. Bywały też paszteciki bez farszu, kiedy brakowało wszystkiego. Pisałam wtedy kartkę „awaria”. Klienci się denerwowali: wczoraj awaria, dziś awaria. Ale co miałam zrobić? Farszu po prostu nie było”.

Bar „Pasztecik” przy al. Wojska Polskiego to jedyne miejsce w Szczecinie, gdzie można zjeść oryginalne paszteciki według receptury sprzed ponad 40 lat, smażone przez tę samą maszyną od 1969 r. Właścicielka lokalu Bogumiła Polańska nie daje się namówić na zmianę wystroju swojego baru. Dba o jego klimat i atmosferę z czasów największej popularności. Młodzi bywalcy doceniają jego oryginalny, nieco staroświecki wystrój. Dla wielu to kultowe miejsce. Przy starych mozaikach na ścianach robią sobie pamiątkowe zdjęcia. Personel „Pasztecika” obsługiwał wielu znanych gości – firmowe paszteciki jadł tu Zbigniew Wodecki, Jerzy Połomski, Marek Perepeczko, Robert Moskwa, Agata Kulesza, Joanna Koroniewska. W swoich klientach pracownicy rozpoznają szczecińskich dziennikarzy, aktorów, znanych lekarzy. Pasztecikami zajadają się klienci z całego świata: Włoch, Niemiec, Szwajcarii, Austrii i Australii. Zawsze zabierają dużą porcję ze sobą, na drogę. Bar „Pasztecik” wystąpił też w teledysku: m.in. zdjęciami z legendarnego baru zilustrował swój utwór „Miej wątpliwość” znany szczeciński muzyk hip-hopowy Łona.

Historia pasztecika szczecińskiego

  • 1969 r. – w szczecińskiej spółdzielni spożywców „Społem” rodzi się pomysł wykorzystania w gastronomii radzieckiej maszyny „dla prigotowlenia pirożków”.
Co to za maszyna? Ważący ok. tony produkt radzieckiego przemysłu zbrojeniowego został wymyślony dla radzieckiej armii. Umiał błyskawicznie nakarmić żołnierzy „pirożkami” i to w każdych, nawet najtrudniejszych poligonowych, warunkach. Zgodnie z instrukcją maszyna była w stanie zrobić ponad 600 „pirożków” na godzinę. Trzy maszyny do „pirożków” wyprodukowane w Kraju Rad stacjonowały, razem z radzieckimi jednostkami wojskowymi w Szczecinie. To stamtąd trafiły do „Społem”.
Spółdzielnia otwiera swój pierwszy pasztecikowy bar przy al. Wojska Polskiego naprzeciwko kina Kosmos. Czynny codziennie (pon.–sob.: 9–21, niedz. i święta: 12–18). Serwuje się tam paszteciki z nadzieniem mięsnym, barszcz czerwony czysty, bulion, bulion z żółtkiem, pierożki w barszczu. Paszteciki podawane są na talerzykach, barszcz w białych kubkach ceramicznych z napisem „Społem”.
Nazwę „pasztecik” dla sprzedawanych w nowym barze drożdżowych nadziewanych mięsem „pirożków” wymyśliła Bogumiła Polańska (w 1969 r. technolog żywienia w Społem), wspólnie z prezes Społem Haliną Michalską i dyrektorem Marianem Ruteckim. Rosyjskie „pirożki” po spolszczeniu stałyby się „pierożkami”, a przecież to, co smażyła wojskowa maszyna zupełnie ich nie przypominało. Tymczasem „paszteciki” pasowały jak ulał – farsz drobno mielony, zupełnie jak w pasztetach. Tak powstał „pasztecik”. Nazwa przyjęła się natychmiast, paszteciki też zawojowały Szczecin błyskawicznie.
Nowy bar poprowadziła Bogumiła Polańska.
  • 1973/1974 r. – otwiera się drugi bar pasztecikowy w mieście, przy ul. Wielkiej (dziś: Wyszyńskiego). Oba bary długo idą łeb w łeb – mają dobrą renomę, podobną recepturę. Do dziś wierności starej recepturze dochował jednak tylko „Pasztecik” z Wojska Polskiego. Wszystkie inne punkty sprzedające paszteciki, mają z oryginałem niewiele wspólnego.
  • 1975 r. – przy al. Wojska Polskiego, vis a vis hotelu Gryf otwiera się drugi bar pasztecikowy. W końcu lat 80. XX wieku staje się on filią pierwszego „Pasztecika” z naprzeciwka kina Kosmos. Niedługo potem pawilony przy kinie zostają wyburzone i dotychczasowa filia w pobliżu hotelu Gryf, staje się niezależnym barem, stanowiąc jego kontynuację.
Czas PRL-u to jednocześnie najlepsze lata baru, który osiąga szczyty popularności, ale też lata bardzo trudne, bo na rynku brakuje wszystkiego. Bywa, że nie ma z czego zrobić nadzienia. Ale klienci pozostają wierni pasztecikowi. Starsi szczecinianie pamiętają kolejki, wijące się wokół barowych stołów i polowanie na miejsce siedzące w barze. Pracownicy baru wspominają, że w kolejkach bywało nerwowo. Ci z końca krzyczeli, żeby ograniczyć sprzedaż, bo nie wystarczy dla wszystkich. A zamówienia bywały wówczas ogromne – ludzie kupowali nawet po trzydzieści pasztecików na wynos.
Przez lata zmieniała się cena pasztecika. Z karty kalkulacyjnej (druki ścisłego zarachowania, wypełniane przez kierownika baru):
  • 1981 r. – pasztecik z mięsem: 4 zł,
  • 1983 r. – pasztecik z mięsem: 17 zł,
  • 1984 r. – porcja barszczu: 11 zł, pasztecik z mięsem: 22 zł,
  • 1986 r. – pasztecik z mięsem: 27 zł,
  • 1990 r. – pasztecik z mięsem: 1100 - 1300 zł,
  • 1991 r. – pasztecik z mięsem: 2000 zł,
  • 1992 r. – pasztecik z mięsem: 1500 zł – 2500 zł,
  • 1993 r. – prywatyzacja baru. Bogumiła Polańska, dotychczas kierowniczka, decyduje się odkupić swój bar. Zostaje właścicielką „Pasztecika”. W nowej rzeczywistości bar radzi sobie nieźle. Mimo remontów, które lokal przechodzi, jego wystrój prawie się nie zmienia. Bogumiła Polańska nie chce niszczyć mozaik, zostawia też stare stoły barowe, wysokie stołki, które tworzą klimat miejsca. Nie likwiduje kasy, która do dziś stoi przy drzwiach lokalu i to od niej, jak przed laty, klient zaczyna wizytę w barze. Tu składa zamówienie, płaci i z paragonem idzie po odbiór pasztecików. Dziś już zwykle bez kolejki.

Zobacz też

Linki zewnętrzne



IES64.png
Autor opracowania: Kinga Konieczny